Chcieliśmy dobrze, a wyszło…
Wiecie jak fajnie jest szukać sali na sierpień roku Pańskiego 2009? Misja rozpoczęła się niepozornie - dotarliśmy do Ożarowa wieczorową porą w piątek. Bez ociągania (ok, po kolacji, herbatce, pogaduszce, kilku dyskusjach i kimś tam na lodzie), udaliśmy się dziarskim krokiem w kierunku Zespołu Szkół Ogólnokształcących, noszącego dumnie imię Edwarda Szylki, kierownika szkoły w Ożarowie w okresie między wojennym oraz (o ile dobrze pamiętam) nauczającego w czasie wojny, miłującego się w kulturze regionu i dokumentującego ją, dając swój wielki wkład w zachowanie wiedzy o zwyczajach ludowych na tym terenie, aby obejrzeć salę gimnastyczną. Sala jak sala - trzy części rozdzielone kolumnami, na jednej tańce, na dwóch stoły, scenę w taki kącik, coby nie wyło strasznie kotletom (jeszcze się wystraszą albo co), okienko do wydawania posiłków, kóre można przerobić na stoły: swojski i inne wszelakie tematyczne. Podsumowanie:
Stołówka w Zespole Szkół Ogólnokształcących:
- za:
- jest
- jest dostępna
- duże możliwości organizacji na własną rękę tego co w środku (wybór własnego gotującego i takie tam)
- przeciw:
- brak pokojów
- łazienka nie powala chyba
- szkolna stołówka - dopiero co tam piętki podbieraliśmy z kolegami z kosza z chlebem, jakoś mało weselnie mi się kojarzy
Dnia następnego pojechaliśmy do Tarłowa. Dom weselny sam się broni. Duży, zmieści na jednej sali ze 140 gości z orkiestrą. Niestety nie było nam dane wejść do środka, bo właściciel akurat wyjechał. Pozostało nam pooglądać przez okna. Generalnie bardzo ładne miejsce i byliśmy skłonni zaakceptować lipiec/wrzesień, żeby tam się weselić. Ale to nie wszystko. Pojechaliśmy do Sandomierza. Postanowiliśmy zajrzeć do inwestycji koło Seminarium w nadziei, że może już będzie jak się dostać do środka. Akurat była otwarta brama, więc wjechaliśmy. W Stróżówce siedział robotnik, więc zapytałem o właściciela - skierował nas do głównego budynku. Tu zapomniałem wspomnieć - Stróżówka to nie przyczepa kempingowa przy wjeździe na plac tylko taki niczego sobie domek. Weszliśmy do głównego budynku, a przed nami schody. Na dole widać było dużą salę, ale postanowiliśmy pójść górą, co okazało się dobrą decyzją. Obejrzeliśmy cały stan surowy, otynkowane ściany, położone płytki, okna pozakładane i… tyle. Dotarliśmy do właściciela i zapytaliśmy. Wszelkie organizacyjne sprawy kazał nam załatwiać z żoną w biurze turystycznym, powiedział że chcą ruszyć w czerwcu, pokazał nam dół (decyzja była dobra, bo wcześniej na dole światło zgaszone było). Winiarnia, zaplecza pracownicze i sala - piękna. Jest podzielona na trzy części, środkowa najszersza, wydzielone rzędami kolumn. Szacuje się, że wejdzie spokojnie 140-150 osób z tańcami i orkiestrą. Przy naszych szacunkach (100 osób+znajomi) 120-130 też jest satysfakcjonujące. Chyba mieliśmy już faworyta.
Ale żeby nie było, postanowiliśmy sprawdzić dalej. W Gorzycach jakoś tak nie udało nam się zatrzymać (;>), dotarliśmy do Turbii, powitanie i jazda dalej. Pojechaliśmy do Brandwicy, ale tam stan surowy nie wyglądał tak obiecująco jak ten sandomierski. Pojechaliśmy więc do Sezamu w Stalowe Woli. Sale ok, jadłospis ok, ceny ok. Ale. No właśnie - do wyboru 12 września i coś tam w październiku. Pozostało skontaktować się w poniedziałek z właścicielką tej całej budowy w Sandomierzu.
Nadszedł ten dzień. Przyszedłem do Gosi do pracy, zadzwoniłem. Trochę trzeba było się pogimnastykować, żeby Pani wyraziła zgodę i wpisała nas do Wielkiej Księgi Terminów Niebyłych (czyt: zarezerwowała nam termin w nieistniejącym jeszcze hotelu na wesele). Mamy też rezerwowo zarezerwowaną salę w szkole w Ożarowie. Termin został wyznaczony - 15.08.2009.