czas zacząć…
zaniedbaliśmy ostatnio wiele rzeczy, między innymi i blogaska. Zima, sesja Tomka zazębiająca sie z moją, ogólne zmęczenie i totalny brak czasu dla siebie samych, nie mówiąc juz o jakichkolwiek przygotowaniach do ślubu. Co nie znaczy że nic kompletnie nie ruszyło.
Kilka sal już obejrzeliśmy i większość odrzuciliśmy praktycznie od razu, zostało nie wiele ale chyba mamy faworyta. Nadchodzący weekend wiele rozstrzygnie. Mam nadzieję. Planujemy pojechać do domów i przy okazji trochę poglądać sale. Cieszę się bardzo, ale już nie wiem z czego bardziej, bo w domu nie byłam juz 2,5 miesiąca, tzn. od spotkania naszych rodziców i oficjalnych zaręczyn.
Tak, oficjalne zaręczyny też były. Dokładnie miesiąc po “naszych”. Dostałam jeszcze większe kwiaty, pierścionka już nie, trudno ;). Wreszcie nasi rodzice mieli okazję się poznać. Na początku było sporo emocji i stresu, ale po tym było miło i sympatycznie.
Relację z wyprawy w rodzinne strony i polowania na salę zdam po powrocie.